<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>

<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
<channel><image><url>https://www.rodzinnewypady.pl/img/walking.png</url><title>Wycieczki Rodzinne</title><link>https://www.rodzinnewypady.pl</link><description>Wybierz się w najciekawsze miejsca w Polsce i zagranicą. Blog o rodzinnych wycieczkach pieszych, rowerowych, samochodowych i wodnych.</description></image><title>Rodzinne Wycieczki</title>
<description>Wybierz się w najciekawsze miejsca w Polsce i zagranicą. Blog o rodzinnych wycieczkach pieszych, rowerowych, samochodowych i wodnych.</description>
<link>https://www.rodzinnewypady.pl</link><language>pl</language><copyright>Copyright (C) 2026 rodzinnewypady.pl</copyright><item><title>Bory Tucholskie - część północna</title><pubDate>Wed, 2 May 2018 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Z tego powodu, że większą część weekendów poświęcamy zawodom MTB nie pozostaje wiele czasu na inne przyjemności. Korzystając z długiego, majowego weekendu postanawiamy zwiedzić północną część Borów Tucholskich. Wyruszamy z rana, najpierw autostradą, potem drogą 22 w kierunku Człuchowa. To małe, ładne miasteczko położone jest wśród trzech jezior. Nad brzegiem jednego z nich stoją odrestaurowane ruiny Zamku Krzyżackiego z wysoką wieżą. Wchodzimy do środka. Najpierw oglądamy ciekawy film animowany o historii zamku, potem zwiedzamy dziedziniec wraz z pomieszczeniami piwnicznymi, w końcu wchodzimy ceglanymi schodami na wieżę. Widok jest bardzo ciekawy. Nie tylko na samo miasteczko, ale nawet na Chojnice. Na pobliskim rynku zjdamy lody i ruszamy w dalszą podróż - do Charzykowych. Dawno tu nie byliśmy, a miejscowość bardzo się rozwinęła turystycznie. Jest marina, deptak nad jeziorem, mnóstwo barów . Pogoda ładna więc spacerujemy chwilę.
Następny cel to położona w sercu lasów, a właściwie w resztkach lasów, które zniszczyła ubiegłoroczna wichura - Zapora Mylof. Tu znajduje się hodowla pstrąga, a przy bramie jest firmowy sklep oferujący wędzone ryby, w tym głównie właśnie pstrąga. Kupujemy kilka sztuk, wiedząc jak jest pyszny.
Kręcimy się chwilę koło zapory, spacerujemy nad Brdą. Jest tu fajne miejsce na piknik czy na zjedzenie w fajnej atmosferze zakupionego pstrąga.
Obiad postanawiamy zjeść w lubianej przez nas restauracji na półwyspie Lipa. Może jedzenie nie jest tu wyśmienite, ale lubimy to miejsce, plażę nad jeziorem Wdzydze, często tu wpadając. Oczywiście tym razem również chodzimy po ośrodku, a potem już późnym wieczorem wracamy do domu.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/41/bory-tucholskie-częsc-polnocna</link></item><item><title>Na północ od Trójmiasta</title><pubDate>Sun, 22 Apr 2018 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Jest niedziela, a my chcemy spędzić troszkę czasu nad wodą korzystając z ładnej pogody. Przy okazji może coś zwiedzimy, zobaczymy ciekawe miejsce. Wybór pada na północne tereny naszego województwa. Dawno nie byliśmy w Mechowie, w tamtejszych grotach. Dlatego najpierw tam, troszkę po drodze postanawiamy się zatrzymać. Miejsce jest ładnie zagospodarowane (wiaty). Za wejście do grot trzeba niestety zapłacić (2 zł). Czeka na nas mini trasa turystyczna po oświetlonej grocie. Jest bardzo nisko, ale pięknie. Oświetlenie pozwala podziwiać formy naciekowe, które kształtuje wciąż kapiąca woda. Warto było tu przyjechać.
Kolejny przystanek to Swarzewo - trochę pomijana miejscowość przy eskapadach na półwysep. A jest tu co oglądać. Parkujemy obok ślicznego kościółka - Sanktuarium matki Boskiej Swarzewskiej. Akurat kończy się msza więc mamy kilka chwil na obejrzenie wnętrza. Schodzimy stromo ulicą w stronę zatoki.. Nad brzegiem wybudowano małą przystań wraz z pomostem i budynkiem gospodarczym Słoneczko przyświeca więc spędzamy dłuższą chwilę coś zjadając i opalając się na ławeczkach.. 
Aby jeszcze trochę pobyć nad wodą postanawiamy zaczepić o jezioro Żarnowieckie i przystań w Lubkowie. Tam też jest mała plaża, wiaty. Niestety jak przyjeżdżamy nie jest już tak ciepło, zaczął wiać wiatr. Zostajemy kilkanaście minut i przez teren byłej budowy elektrowni atomowej wracamy ku Gdańskowi.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/40/na-polnoc-od-trojmiasta</link></item><item><title>Krótki spacer po Stegnie</title><pubDate>Sun, 25 Mar 2018 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Marzec w tym roku pogodowo nie rozpieszcza, dlatego jak tylko dzisiaj zabłysło słońce postanowiliśmy miło spędzić tę niedzielę. Ponieważ nasze bliźniaki wkrótce idą do pierwszej komunii staramy się łączyć wizytę w kościele z przyjemnym spacerem. Z wcześniejszych odwiedzin Stegny pamiętaliśmy mały, uroczy tutejszy kościółek. Postanawiamy go odwiedzić i przejść się na pobliską plażę. Gdy przyjeżdżamy do Stegny akurat kończy się msza, ale zostajemy w kościele na konkursie na największą palmę robioną własnoręcznie. Zwycięża prawie 3m piękna, kolorowa palma. 
Pogoda jest świetna. W rozpiętych kurtkach idziemy chodnikiem w stronę plaży. Po drodze mijamy kempingi i ośrodki wczasowe. Na parkingu przy samej plaży parkingi pełne, ale w kafejce, gdzie pijemy kawę i jemy lody jest dosyć pusto. Okazuje się, że na plaży odbywa się właśnie impreza elbląskich Morsów - zakończenie sezonu. Morsy bawią się dość głośno- muzyka i tańce na całego. Troszkę dalej odpoczywamy sobie na plaży, kupujemy świeżego dorsza w pobliskim sklepiku i lasem dochodzimy do ulicy Lipowej, którą idziemy aż do samego ronda w centrum miejscowości. Główną ulicą Gdańską wracamy w okolice kościoła.
Polecamy ten fajny, krótki spacer jako spędzenie niedzielnego przedpołudnia.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/39/krotki-spacer-po-stegnie</link></item><item><title>Sztum i okolice</title><pubDate>Sun, 7 Jan 2018 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Jest styczniowa niedziela, niezła pogoda więc postanawiamy przejechać się samochodem na Żuławy, coś zobaczyć, coś zwiedzić, pospacerować troszkę. Celem jest Sztum, ale po drodze zatrzymujemy się nad fajnym miejscem - śluzą w Białej Górze, gdzie Nogat wypływa z Wisły stając się jedną z jej odnóg. Śluza jest wspaniała - robiąca wrażenie duża, ceglasta budowla, ładnie utrzymana. Spacerujemy i oglądamy urządzenia i z bliska wrota śluzy. Wracając na szosę widzimy kolejną, mniejszą. Okazuje się, że spotykają się tu 3 rzeki - do Nogatu wpada tu Liwa. Schodzimy schodami na teren niedawno wybudowanej stanicy żeglarskiej, pustej o tej porze roku, ale czynnej. Wchodzimy na pomost, oglądamy śluzę z innej perspektywy. Jest tu miejsce na ognisko i grilla. Ładnie zagospodarowany teren.
Teraz jedziemy do Sztumu, parkując przy rynku. Oglądamy z zewnątrz zamek. Szykuje się tu impreza z racji przejęcia zamku przez Muzeum - Zamek w Malborku. Szykują się rycerze. Za jakiś czas będą pokazy, ale my nie mamy czasu czekać. Robimy krótki spacer bulwarem wzdłuż jeziora. Robi się troszkę zimno więc uciekamy do samochodu.
Kolejny nasz cel to Stogi wraz z pięknym cmentarzem Menonitów. Jest to największy cmentarz tego wyznania w Polsce. Warto tu przyjechać, poczytać napisy na nagrobkach, przejść się po okolicy.
Wracając nie możemy pominąć naszej ulubionej budowli na Żuławach - wiatraka w Palczewie. Z racji, że nasz ojciec/dziadek bardzo mocno interesował się wiatrakami, chyba zaszczepił nam zainteresowanie nimi. Wiatrak niestety niszczeje, kilka lat temu właściciel obłożył elewację drewnianą klepką. Jednak później zaprzestał remontu i wystawił na sprzedaż za 450 tys. zł. Do dzisiaj chyba nie znalazł nabywcy. Wiatrak niszczeje
.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/38/sztum-i-okolice</link></item><item><title>Niedziela na Północnym Mazowszu</title><pubDate>Sun, 5 Nov 2017 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Dzisiaj jedziemy tylko we dwoje. Za cel wybieramy sobie Północne Mazowsze - rzadko tam bywamy, a w tych miejscach jeszcze nie byliśmy . Wyjeżdżamy wcześnie rano, by ok 9 dotrzeć do Uniszek Zawadzkich pod Mławą. Jest tu plac-pomnik mauzoleum Bitwy pod Mławą. Obchodzimy nieduży plac pośród lasu z bunkrem zaadaptowanym na małą wystawę. Mamy świadomość, że tych bunkrów jest w okolicy bardzo dużo więc próbujemy odnaleźć kilka między Windykami i Sławogórą jednak bez sukcesu. Dlatego ruszamy od razu do Opinogóry. To bardzo malownicze miejsce z małym zameczkiem i pałacem zaadaptowanymi na Muzeum Romantyzmu. Właścicielem tych dóbr był Zygmunt Krasiński autor Nie-boskiej Komedii. Zwiedzamy i robimy sobie spacer po parku i oranżerii. Pogoda jest wspaniała. Przy wyjściu jest nawet mini zoo, a właściwie ptaszarnia. Nie można płacić kartą. 
Następny przystanek to Ciechanów. Próbujemy na początek zjeść coś na śniadanie, lecz nie możemy znaleźć niczego otwartego, nawet przy miejskim deptaku. W ogóle miasto jest puste i niezbyt ciekawe. Rodzynkiem jest zamek, a właściwie jego ruiny zaadaptowane na niewielkie muzeum. Przewodnik oprowadza nas po obu wieżach zamku i ciekawie opowiada historię tych ziem. 
Jedziemy teraz do Twierdzy Modlin. Ciekawi nas ten zabytek sztuki wojskowej, więc kupujemy bilety i wspinamy się na Wieżę Czerwoną, by najpierw z góry ogarnąć teren. Niezwykły jest tam widok - z jednej strony zabudowania twierdzy, koszary, a z drugiej rozległy widok na ujście Narwi do Wisły i nawet na drapacze chmur w centrum Warszawy. Idziemy wzdłuż koszar oraz wchodzimy do środka. W pustych już salach koszarowych właśnie kręcony jest film. Patrzymy na sceny z Jakubikiem jako księdzem. Nie wiemy co to za film, ale będziemy chcieli go obejrzeć.
Teraz postanawiamy wybrać się nad Zegrze pospacerować nad wodą. Zaskakują nas tłumy ludzi, ale przecież jest ciepło. Pusto jest natomiast w Serocku, gdzie spacerujemy nadbrzeżnym bulwarem przy ujściu Bugu do Narwi.
Ostatnim przystankiem na naszej trasie jest Pułtusk. Tutaj również obchodzimy zamek (Dom Polonii), park i nadbrzeżną przystań. Ciekawy jest również bardzo długi rynek, przy którym parkujemy samochód. Późnym wieczorem jesteśmy w domu.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/37/niedziela-na-polnocnym-mazowszu</link></item><item><title>Sztorm w Jastrzębiej Górze</title><pubDate>Sat, 28 Oct 2017 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Na weekend zapowiadają na Pomorzu silny wiatr, a na Bałtyku sztorm. Jesteśmy ciekawi jak będzie to wyglądało na pełnym morzu. Postanawiamy wybrać się do Jastrzębiej Góry i tam z klifu podziwiać siłę wiatru. Wyjeżdżamy z Gdańska w silnym deszczu i mocnym wietrze, ale im bliżej morza tym deszcz słabnie i nawet prześwituje słońce. Wiatr na szczęście nie słabnie. W Jastrzębiej jesteśmy ok. 10, parkujemy samochód na ul. Bałtyckiej i idziemy w stronę morza. Dobrze wybraliśmy miejsce, bo wszystko widzimy z klifu, plaża jest całkowicie zalana przez fale. Wygląda to imponująco, jednak trochę się boimy czy nie złamie się któreś z drzew rosnących na klifie. Idziemy ostrożnie wzdłuż klifu przystając na dłużej by podziwiać morze. Jesteśmy odpowiednio ubrani, więc pogoda nie robi nam krzywdy. Dochodzimy do promenady prowadzącej do głównej drogi Władysławowo - Karwia. W centrum wstępujemy do ulubionej restauracji Kredens na gorącą zupę. Wracamy już ulicami do samochodu. Chcemy jeszcze obejrzeć sztorm z poziomu plaży, więc postanawiamy zejść Wąwozem Chłapowskim. Parkujemy przy drodze do Władysławowa i ostrym zboczem schodzimy na dno wąwozu. Płynie tam normalnie mały strumyczek, jednak po kilkudniowych opadach zrobiła się mała rzeka. Mamy trudności z przebrnięciem przez przelot pod drogą, bo rzeczka zalała niemal całą szerokość przelotu. Przechodzimy troszkę mocząc buty. Potem jest już lepiej. Zaczynamy czuć powiewy od morza, a na końcu wąwozu są one już tak silne, że Adam sam nie może dalej iść. Wiatr go stopuje. Woda z morza wlewa się w głąb wąwozu. Udaje nam się dotrzeć na skraj plaży, ale mocno sypie piaskiem, więc wycofujemy się szybko. Tą samą drogą wracamy do samochodu.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/36/sztorm-w-jastrzebiej-gorze</link></item><item><title>Okolice Połczyna Zdroju</title><pubDate>Wed, 3 May 2017 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Swiąteczna środa 3 maja. Pogoda niezła, więc postanawiamy wziąć obie babcie na fajną, samochodową wycieczkę. Szukamy miejsc ciekawych, ale niezbyt popularnych. Boimy się majówkowych tłumów w turystycznych miejscowościach. Wybór pada na okolice Czaplinka i Połczyna. Byliśmy kiedyś w tych okolicach, jednak teraz postanawiamy zwiedzić inne miejsca. Przez Chojnice i Jastrowie po trzech godzinach jazdy zjawiamy się w Zdbicach - miejscowości z pozostałościami Wału Pomorskiego. 


Obok drogi za wsią napotykamy parking dawnego skansenu I Armii WP. Stoi tu czołg, kilka dział oraz resztki zabudowań. Dzieciaki wskakują na czołg, a my coś jemy. Podjeżdżamy kawałek, gdzie znajduje się ścieżka prowadząca do starych bunkrów, a w zasadzie do tego co z nich pozostało. Przy wytyczonej ścieżce jest też kilka drzew- pomników przyrody. W lesie po przeciwnej stronie drogi szukamy kolejnych bunkrów- znajdujemy jeden, ale w jeszcze gorszym stanie. 


Przez Czaplinek dojeżdżamy do miejscowości Stare Drawsko. Na przesmyku między jeziorami stoją ruiny dawnego zamku Templariuszy. Wchodzimy do środka i zwiedzamy. Ładnie wygląda to wewnątrz. Jest kilka odtworzonych kamieniczek z wystawami, mała kawiarenka, narzędzia tortur. Spędzamy tu może pół godziny i spacerkiem nad jeziorem idziemy coś zjeść do gospody Podzamcze.


Po obiadku jedziemy do Połczyna Zdroju. Chcemy pospacerować po parku zdrojowym z małą pijalnią wody. Park jest ładny i dobrze utrzymany. Stoi tu kilka sanatoriów wybudowanych w XIX w. Jemy sobie lody i ruszamy dalej.


Następny cel to Tychowo i największy w Polsce głaz narzutowy Trygław. Jest on położony dziwnie - w centrum małego cmentarza. Natomiast sam głaz jest ogromny, a tylko 1/3 wystaje ponad ziemię. Wchodzimy na szczyt głazu, na którym stoi krzyż.. Robi się zimno, więc pakujemy się już do samochodu.
Przez Bytów i Kartuzy wracamy do Gdańska.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/35/okolice-polczyna-zdroju</link></item><item><title>Wyspa Sobieszewska - rozgrzewka przed sezonem</title><pubDate>Sat, 8 Apr 2017 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Wreszcie. Pierwsza poważniejsza przejażdżka rowerowa w tym sezonie. Musimy się pochwalić - mamy nowe bagażniki dachowe na rowery. Lepsze, łatwiejsze w użytkowaniu. O wiele krócej pakujemy i zdejmujemy rowery, Tomek ma też nowy rower. Dlatego wybieramy się na ulgową wycieczkę blisko domu, aby dograć nowy sprzęt, ustawić siodełka, wypróbować go. Wszystko zdaje egzamin. Bez problemu przejeżdżamy całą trasę. Jedyne co nas zaskakuje to znaczna różnica pomiędzy nowym rowerem Tomka a starym Adama. Tomek gna z przodu , natomiast Adam zostaje, nie ma siły. Zamieniają się rowerami i teraz Adam jedzie na luzie a Tomek narzeka. To wyraźna różnica sprzętowa. 
Samochód parkujemy zaraz za Sobieszewem na wylocie na Przegalinę i wzdłuż Wisły asfaltową drogą jedziemy w tamtym kierunku. Pogoda jest idealna., ruch samochodowy znikomy. Szybko idzie nam jazda wygodną, częściowo wyremontowaną drogą. Mijamy górę fosforów po drugiej stronie rzeki oraz stocznię jachtową. Widzimy już zabudowania Przegaliny i dojeżdżamy do centrum dzielnicy. W sklepie kupujemy sobie lody, chwilkę odpoczywamy i najpierw płytami, a potem polną drogą wśród pól. jedziemy do Świbna. Z daleka widzimy przeprawę promową do Mikoszewa, ale prom jeszcze nie pływa. Obok portu dojeżdżamy do dużego parkingu i za nim wjeżdżamy w las. Aż do samego Sobieszewa trzymamy się niebieskiego szlaku rowerowego wiodącego wygodną, leśną drogą. Po drodze mijamy Orle z nową przystanią rybacką. W Sobieszewie w barze jemy rybkę i wracamy do samochodu. Udał nam się ten pierwszy wypad w tym roku i spełnił swoje zadanie. Sprzęt przygotowany.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/34/sobieszewo-rozgrzewka-przed-sezonem</link></item><item><title>Zimą na Półwyspie</title><pubDate>Sat, 11 Feb 2017 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Lutowa sobota. Nie jest bardzo zimno - kilka stopni na minusie, więc postanawiamy wyskoczyć gdzieś dalej. Chcemy zobaczyć letniskowe miejscowości półwyspu zimą, pochodzić trochę po zamarzniętej zatoce. Po drodze pogoda troszkę się pogarsza, zachodzi słońce. Samochód parkujemy tuż obok kościoła w Kuźnicy i czekamy na autobus zastępczy za pociąg. Chcemy dotrzeć do Juraty i stamtąd wrócić na piechotę.
Po 20 min ruszamy z Juraty. Pusto tu teraz, choć jest kilkoro spacerowiczów. Drogą na Hel jeździ dosyć dużo aut. Willowymi uliczkami opuszczamy Juratę i przez las równolegle do zatoki, częściowo plażą, częściowo po lodzie docieramy do pierwszych zabudowań Jastarni (oczyszczalnia). Dalej plażą przez teren ośrodka wypoczynkowego wychodzimy na główną drogę. Chodnikiem idziemy do portu, gdzie oglądamy z bliska kilka rybackich kutrów, Szukamy baru z gorącą zupą, dzieciaki trochę zgłodniały. Nie jest to takie proste, wszystko pozamykane. Dopiero koło dworca jest czynna restauracyjka z dużym wyborem pysznych zup. Jemy i idziemy dalej - koło starej checzy rybackiej i kościoła wychodzimy na plażę nad pełnym morzem. Bardzo wieje mroźnym wiatrem, ale niezrażeni idziemy w kierunku widocznego z oddali bunkra. To pozostałości Ośrodka Oporu Jastarnia z 1939 roku. W tym rejonie są dwa bunkry, jeden głębiej w lesie (z małym muzeum czynnym sezonowo) i jeden na plaży Zatoki. Ten nasz na plaży to Sęp. Próbujemy wejść do środka, ale wejście jest strasznie zasypane piaskiem. Nie możemy się przecisnąć. W zamian wchodzimy na strop bunkra. Tuż obok w lesie leży Saragossa i tablice informacyjne.
Dalej niebieskim szlakiem podążamy w stronę najwyższego punktu Półwyspu - wydmy Libek. Na szczycie jest parę ławeczek z widokiem na morze. Jeszcze chwila i mijamy pierwsze zabudowania Kuźnicy - to dzielnica zwana Syberią. Przechodzimy przez tory, drogę i deptakiem wzdłuż brzegu Zatoki idziemy w stronę pustego portu. Uliczkami dochodzimy do kościoła i samochodu. Jesteśmy trochę zziębnięci, ale zadowoleni z wycieczki.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/33/zima-na-polwyspie</link></item><item><title>Jaskinia Niedźwiedzia + Ścieżka w obłokach</title><pubDate>Sat, 28 Jan 2017 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Trzeci i ostatni dzień naszego wspaniałego pobytu w Masywie Śnieżnika. Dzisiaj wracamy do domu, pakujemy się wcześnie rano, rozliczamy i po śniadanku wyruszamy jeszcze na objazd dwóch wspaniałych, okolicznych atrakcji. Najpierw Jaskinia Niedźwiedzia. Docieramy tam na ostatnią chwilę (radzimy wcześniej zarezerwować bilety, bo ruch turystyczny jest tam mocno ograniczony), a to ze względu na nieprzejezdną drogę z Siennej do Kletna. Ratujemy się objazdem przez Stronie. Zostawiamy samochód na drogim parkingu (15 zł) i pół godzinki szeroką drogą idziemy w kierunku jaskini. Po drodze można wypożyczyć sanki i z powrotem fajnie sobie zjechać. 
Z bardzo fajną panią przewodnik zwiedzamy jaskinię i jesteśmy zachwyceni. Szata naciekowa to coś wspaniałego. Trasa nie jest długa, ale bardzo intensywna w przeżycia i atrakcje (jest nawet mini widowisko - światło i dźwięk). Jest pięknie. Panuje tu stała temperatura 8 stopni. Pani przewodniczka angażuje dzieci w oprowadzanie i dużo, dowcipnie opowiada o jaskini.
Stąd wąską, słabo odśnieżoną drogą jedziemy do granicy z Czechami. Ostre zakręty i bardzo dużo śniegu sieją w nas trochę obaw, ale szczęśliwie wspinamy się do granicznej przełęczy ze schroniskiem (barem). Stąd już lepiej utrzymaną drogą zjeżdżamy do czeskiego miasteczka Stare Mesto. Skręcamy później w prawo w drogę w kierunku miejscowości Dolni Morava - celu naszego kolejnego przystanku. Jest to bardzo duży resort narciarski z kilkoma wyciągami i stokami. Na szczycie jednej z górek widać już dużą, drewniano - stalową konstrukcję. To Ścieżka w obłokach - 55 m wieża w kształcie ślimaka. Początkowo chcemy tam wejść pieszo, lecz jest dosyć zimno, a my nie mamy zbyt dużo czasu. Decydujemy się na wyciąg. Czteroosobowe krzesełka dowożą nas niemal pod sama wieżę. 
Bardzo podoba nam się ta konstrukcja. Wg mnie to jedna z największych atrakcji czeskich gór. Spędzamy tu około godzinki wchodząc na sam szczyt. Po drodze są różne informacje o widokach jakie nas otaczają, tajemnicze przejścia dla dzieci, a na szczycie wielka dziura w podłodze z rozciągniętą siatką, po której można chodzić, mając pod stopami 50 metrową przepaść.
Zjeżdżamy również wyciągiem - co nas zadziwia to praktycznie brak kolejek. Wsiadamy w samochód i przez Międzylesie, Kłodzko, Wrocław wracamy do domu.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/29/jaskinia-niedzwiedzia-sciezka-w-oblokach</link></item><item><title>Zimowe zdobycie Śnieżnika</title><pubDate>Fri, 27 Jan 2017 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Drugi dzień naszego urlopu w Masywie Śnieżnika. Jest ładna, słoneczna pogoda i niewielki mróz. W górach niskie temperatury nie są tak dokuczliwe jak u nas nad morzem. Potem w czasie większych podejść pocimy się, rozbieramy, zdejmujemy czapki i bluzy - jest nam naprawdę ciepło.
Ruszamy po śniadaniu - w piątkę, bo Kuba woli wybrać się na biegówki po okolicznych górkach. Najpierw zielonym szlakiem lekko pod górkę, a później niebieskim niestromym, lecz mozolnym, długim podejściem. Śniegu jest bardzo dużo, wydeptana ścieżka pozwala iść tylko gęsiego. Zejście ze ścieżki grozi wpadnięciem po kolana w śnieg, co do zabawy i wygłupów wykorzystują dzieciaki. Na Przełęcz Śnieżnicką wchodzimy ponad 2 godziny. Jest tu mała kapliczka i skrzyżowanie wielu szlaków. Stąd już szerokim duktem leśnym docieramy do schroniska Pod Śnieżnikiem. Nie podoba nam się w środku jednak głodni jemy gorącą zupę - nie jest zła. 
Ok - czas decyzji kto wchodzi na szczyt. Oprócz taty zgłasza się tylko Tomek (faktycznie jest bardzo wytrzymały i nie marznie za bardzo).  We dwóch dość intensywnie wchodzimy na szczyt Śnieżnika. Jest dosyć ślisko. Na szczycie czeka nas wspaniały widok na okoliczne góry - Masyw Śnieżnika, Karkonosze (widać Śnieżkę), góra gruzu pozostała ze zburzenia kamiennej wieży oraz wspaniały śnieżno - mroźny krajobraz. Schodzimy tą samą drogą do schroniska, a potem już razem czerwonym szlakiem do Międzygórza. Po drodze mijamy Kozie Skały i wyrąb świeżych drzew. Z daleka już pachnie drewnem. Chwilę rozmawiamy z panem leśniczym =, który mierzy i liczy  ścięte drzewa. Trzeba uważać, bo jest bardzo ślisko. Niektórych to nie przeraża wręcz sami zjeżdżają na tyłkach z góry. Trochę głodni docieramy do centrum miejscowości - tu jest tylko jedna pizzeria / bar. My postanawiamy jednak jeszcze wieczorem wybrać się do Kłodzka i tam coś zjeść.
Potem okazuje się, że część jest zbyt wyczerpana, aby tam jechać.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/28/zdobycie-Snieżnika</link></item><item><title>Międzygórze - spacer po okolicach</title><pubDate>Thu, 26 Jan 2017 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Pierwszy dzień naszego pobytu w górach. Śpimy dłużej po nocnej podróży z Tropikalnej Wyspy. Mamy naprawdę luksusowe warunki w naszym górskim apartamencie i wspaniały widok na zaśnieżone Międzygórze, Atmosfera jest wspaniała - śnieg, biało, nawet drogi całkowicie zasypane. Trudno nam było wczoraj podjechać pod sam budynek. Postanawiamy zrobić sobie krótką wycieczkę po okolicy. Ciepło się ubieramy i na początek idziemy zobaczyć najwyższy sudecki wodospad na Wilczce. Niestety okazuje się, że wodospad również jest zamarznięty, a woda spada gdzieś pod grubą warstwą lodu.
Zielonym szlakiem idziemy do kolejnego przystanku na rzece  - zaporze wodnej i małym mostkiem pokonujemy Wilczkę tuż obok zapory. Stąd zaczyna się bardzo strome, intensywne podejście. Jest dosyć ślisko, a gruba warstwa śniegu nie ułatwia wchodzenia. Po pół godzinnej wspinaczce przed naszymi oczami pojawia się sylwetka kościółka - to Sanktuarium Marii Śnieżnej na Iglicznej. Niestety jest zamknięte dla zwiedzających - msza. Najbardziej zdziwiło nas, że zamknięte jest również schronisko, w którym planowaliśmy wypić coś ciepłego. Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy w górach. Może właściciel był na mszy? Na szczęście mamy termos z herbatką oraz jakieś słodycze. 
Po krótkim odpoczynku schodzimy żółtym szlakiem. Mijamy ciekawy Ogród Bajek i stromą ścieżką dochodzimy z powrotem do Międzygórza.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/30/miedzygorze-spacer-po-okolicach</link></item><item><title>Bieszkowice zimą</title><pubDate>Sat, 3 Dec 2016 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[W niemal każdą sobotę staramy się aktywnie spędzić dzień. Dzisiaj po sporych opadach śniegu postanawiamy się wybrać na niedługi spacer nad jeziora Bieszkowickie. To ma swoją zaletę - nie ma tutaj o tej porze roku niemal nikogo. Za to latem nieprzebrane tłumy. Samochód zostawiamy wcześniej przy drodze, ponieważ główny parking nad jeziorem jest zamknięty, a dalej jest zakaz wjazdu. Nie wszystkim to przeszkadza i parkują nad samym jeziorem.
Dochodzimy do lekko zamarzniętego jeziora, dzieci kamieniami sprawdzają grubość lodu - jest bardzo cienki. Przechodzimy przez teren pustych teraz działek rekreacyjnych i ścieżką pomiędzy domkami schodzimy do kolejnego jeziorka - Bieszkowickiego. Tutaj też poświęcamy troszkę czasu na zabawę na śniegu i idziemy brzegiem dookoła jeziora. Po drodze napotykamy czerwony szlak z Wejherowa i nim przez leśne górki idziemy z powrotem do jeziora Zawiat. Szlak szerokim łukiem omija bagienny teren na zachodnim krańcu jeziora. Przy brzegu na terenie pola biwakowego leżą jeszcze worki śmieci po letnich grillach i piknikach. Dochodząc z powrotem w okolice plaży widzimy wynurzające się z jeziora postaci. Okazuje się, że nawet w taką pogodę trenują tu gdyńscy nurkowie, którzy maja tu swą bazę.
Drogą w kierunku wsi dochodzimy do samochodu.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/31/bieszkowice-zima</link></item><item><title>Dębki po sezonie</title><pubDate>Sat, 1 Oct 2016 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Dzisiaj postanawiamy zrobić sobie ulgową, samochodową wycieczkę nad pełne morze. Wybieramy Dębki jadąc przez Chwaszczyno i Wejherowo. Jest już październik, więc tłumów powinno nie być, jednak to co zastajemy przekracza nasze wyobrażenie - jest zupełnie pusto. Na głównej ulicy wszystko jest pozamykane, jedyne czynne obiekty to sklep i pizzeria tuż przy głównym skrzyżowaniu. Przechodząc wśród pustych domków i posiadłości napotykamy może 8 ludzi i psa. To nie do pomyślenia porównując z tym co działo się tu jeszcze miesiąc, dwa temu. Ale teraz jest spokojniej, przyjemniej, pogoda fajna. Wolnym krokiem spacerujemy do ujścia Piaśnicy, zatrzymując się na kilka chwil na mostku. Wracamy plażą, napotykając po drodze stanowiska dział wojskowych. Troszkę siedzimy na plaży i koło tzw. Rybaczówki (miejsca obsługującego przystań rybacką na kilka łódek) wracamy do głównej ulicy Dębek. 
Przez Żarnowiec i Gniewino jedziemy do drugiego punktu naszej wycieczki - Kaszubskiego Oka. Dosyć miło można spędzić tutaj chwilkę czasu. Wchodzimy schodami na wieżę, z której widać morze, jez. Żarnowieckie i górny zbiornik elektrowni szczytowo-pompowej. Dzieciaki bawią się na dużym placu zabaw.
Wyjeżdżamy i w godzinkę jesteśmy już w domku.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/24/debki-po-sezonie</link></item><item><title>Kaszuby - Grzybowski Młyn</title><pubDate>Sun, 11 Sep 2016 00:00:00 GMT</pubDate><description><![CDATA[Wrześniowa pogoda nas rozpieszcza. Zapowiadają kolejny dzień fajnej pogody. Jest słonecznie i bardzo ciepło. Czas na kolejną, krótką, niedzielną wyprawę. Tym razem jedziemy w piatkę. Rowery na samochód, 1,5 godz. jazdy i jesteśmy w malowniczym Grzybowskim Młynie. 

Oprócz restauracji jest tu mały zalew na rzece Trzebiocha- dopływie Wdy, stawy hodowlane (można kupić świeżą i wędzoną rybę) oraz leśniczówka. Samochód parkujemy przy zalewie (wiata). Zielonym szlakiem przez las dojeżdżamy do Loryńca. To nieduża oddalona od głównej szosy wieś, ale w centrum jest duży plac zabaw i nowa świetlica. Tablice informacyjne opowiadają o środowisku rzeki Wdy (most). Chwilę musimy jechać asfaltówką w stronę Wąglikowic.

Na skrzyżowaniu dróg jedziemy prosto do centrum wsi. Tutaj zatrzymujemy się chwilkę przy dużym murowanym kościele, który powstał w miejsce spalonego, drewnianego. Opodal jest duży sklep i rozjazd na Juszki. Jakiś kilometr piaskową drogą i po lewej stronie mijamy jezioro Kramsko z kąpieliskiem. 

Dalej jedziemy przez las (trochę piasku) po czym docieramy do pierwszych zabudowań Juszek. Przy drewnianej kapliczce postanawiamy objechać wieś. Jedziemy w prawo do centrum mijając ładne, stare kaszubskie checze. Zataczając koło wokół wsi wracamy do kapliczki, cofamy się 100 m w stronę Wąglikowic, po czym niebieskim szlakiem rowerowym w prawo docieramy do Lizaków. 

Drogę utrudnia kilka miejsc z głębokim piachem, ale co to dla nas. Lizaki to kolejna, ładna kaszubska wioska na uboczu. Asfaltem docieramy do Grzybowa i przekraczając szosę Kościerzyna - Wdzydze zjeżdżamy w dół do doliny Trzebiochy. Za mostem w lewo i znów lasem szybko docieramy do Grzybowskiego Młyna. 
Wycieczka zajęła nam 3 godziny z kilkoma dłuższymi postojami. Gorąco dało nam się we znaki, ale szybko pakujemy rowery i wracamy do Gdańska.]]></description><link>https://www.rodzinnewypady.pl/wycieczka/11/kaszuby-grzybowski-mlyn</link></item></channel></rss>